Marian Janusz Paździoch – sympatyczna menda

Marian Janusz Paździoch – chyba nikomu z fanów „ŚWK” nie trzeba go przedstawiać.  To zwykła menda i złodziej mieszkająca w lokalu obok Kiepskich. Według mnie jest to świetna postać, a to zasługa fenomenalnej gry Ryszarda Kotysa oraz scenarzystów, którzy tę postać wymyślili i ją obdarzyli takimi, a nie innymi cechami. Obecne oczywiście te cechy się zacierają, co mi się nie podoba, Marian na przykład coraz rzadziej pokazuje swoją mendowatość, a częściej gra przyjaciela Ferdka czy ofiarę, nad którą znęca się żona. Łysy sąsiad Kiepskich dał nam się poznać jako bardzo sprytny i przebiegły mężczyzna, który w nie zawsze do końca legalny sposób chciał zarobić sporą sumę pieniędzy. Ze wzajemnością nie przepadał za Ferdkiem, ale w sytuacjach, gdy pojawiała możliwość wspólnego zarobku, potrafili ze sobą współpracować. Nie oznacza to jednak, że się lubili. Wątek ten świetnie pokazał odcinek „Papierowy motyl”, gdzie Paździoch chciał założyć z Ferdkiem firmę tylko dlatego, że nawzajem sobie nie ufają i będą sobie patrzeć na ręce.

Marian „Menda” Paździoch wielokrotnie robił Ferdkowi konkurencję, np. w odcinkach „Fryzjer” czy „Perpetum mobile”, gdzie podstępem chciał zdobyć nagrodę. Uważam jednak, że szczytem jego bezczelności było wykorzystanie pomysłu Waldka w odcinku „Akademia umiejętności”, tam Paździoch przeszedł samego siebie. To tylko kilka z wielu sytuacji, w których Marian pokazał swoją ogromną złośliwość.

Obecnie natomiast, czyli od co najmniej kilku lat, zauważyłem, że Paździoch się zmienił, nie jest już wredną mendą, tylko starszym panem, którego żona trzyma krótko i który często żyje z Ferdkiem w zgodzie. Uważam to za zmianę na minus, ponieważ postać Paździocha przestała być wyrazista i ciekawa. Jak tylko pojawia się Helena, to wiadomo, że za chwilę urządzi mężowi awanturę. To przestaje być zabawne, ponieważ na chwilę obecną w tym serialu w zasadzie każda żona regularnie wrzeszczy na swojego męża: Halina, Helena, Jolasia, Kozłowska. Kiedyś Marian potrafił oszukiwać żonę, teraz podobne sytuacje mają miejsce coraz rzadziej. Postać pojawia się też dużo rzadziej, a w 25. sezonie wcale, ze względu na słabszy stan zdrowia Ryszarda Kotysa.

Ale na koniec wróćmy do „pierwotnego”, czyli najlepszego Paździocha – tego z pierwszych odcinków. Czy w realnym życiu można by było z kimś takim się zakumplować? Wydawać by się mogło, że nie, w końcu kto z nas by chciał mieć za sąsiada taką osobę, która nas nie lubi, potrafi donieść do administracji, czy uprzykrzać życie? Z drugiej strony jednak, gdyby się znalazło klucz do takiej osoby, tak jak Ferdek, to można z nią nawet wiele zdziałać. Tym kluczem jest wspólny cel oraz… alkohol lub pieniądze. Jak ktoś jest mendą i to łasą na pieniądze i wódkę, to na pewno dogada się z nami w każdej sprawie. Tylko czy jeśli nam zależy, aby dogadać się w taki sposób, to czy też nie stajemy się takim Paździochem?

Reasumując – uważam, że Paździocha po prostu nie da się nie lubić, jego przebiegłość i wady zostały pokazane w tak świetny sposób, że ta postać, mimo, że obdarzona negatywnymi cechami, wzbudza sympatię. Najśmieszniejsze dla mnie były zawsze odcinki i sceny w starych odcinkach, kiedy Marian wraz z Ferdkiem działali w komitywie przeciw Boczkowi, z tego zawsze była masa śmiechu i charakterystycznych tekstów. Dziś już niestety tego brakuje, ale kto wie, może po jednosezonowej przerwie, gdy Paździoch wróci jesienią coś się w tej kwestii polepszy? Tak mogą myśleć optymiści, ja myślę, że nie.